Profil na forum:
Posty konewko (785):
-
Produkcje Atlusa zawsze były dobre i prawdopodobnie nigdy nie zmieni się to. W erze remasterów mamy do czynienia z wieloma grami, które albo są słabe albo niepotrzebne. Jednak na horyzoncie jakiś czas temu ukazał się Odin Sphere Leifthrasir, remake tytułu z PlayStation 2 na PS4, PS3 oraz PSV. Nie miałem okazji pograć w pierwowzór, lecz po bliższym zapoznaniu się z ową produkcją, postanowiłem dać jej szansę i porównać z oryginałem na podstawie zebranych materiałów. Wspólne dzieło Vanillaware i Atlusa pierwotnie zostało wydane w 2007 roku, a jej remaster ukazała się dziewięć lat później. Było warto zaprzątać sobie głowy?
Na pewno wśród was są osoby, które kojarzą tytuł, więc do was kieruje to pytanie. A dla tych nieznających go, Odin Sphere Leifthrasir to klasyczny beat ‘em up cRPG, którego akcja zaprezentowana została w dwóch wymiarach. Postaci poruszają się z lewej do prawej i niszczą wszystko co napotkają na swojej drodze. A zaczyna się tak ciekawie, że od razu wsiąknąłem w magiczny świat. Po rozpoczęciu nowej gry na ekranach telewizora ukazała się mała dziewczynka, Alicia, zaczynająca czytać książkę wraz ze swoim czarnym kotem, Sokratesem.
Każda z nich opowiada historię o innym bohaterze. Pierwszą jest waleczna walkyria (Gwendolyn), drugim jest książę pod działaniem nieznanej klątwy (Cornelius), trzecią jest wróżka podziwiająca swoją matkę (Mercedes), czwartym jest enigmatyczny rycerz, którego opętało zło (Oswald) i piątą, a zarazem ostatnią, wiedźma, chcąca naprawić błędy z przeszłości (Velvet). Na początku kierujemy poczynaniami Gwendolyn i by odblokować kolejne postaci, musimy ukończyć jej kampanię. Nie da rady wybrać bohatera, wszyscy z nich są dostępni po zaliczeniu etapów poprzedzających ich protagonistów. Gra świetnie radzi sobie z przedstawieniem odmiennych charakterów, co je trapi i z czym muszą mieć do czynienia.Główna linia fabularna skupia się na opowieści w fantastycznym świecie Erion, inspirowanym mitologią północy. Zamieszkują je różne nacje i istnieje kilka królestw jak Ragnanival dowodzone przez Odyna, Ringford z królową Elfarią czy Volkenon z królem Onyxem. Każda z frakcji dokłada swoją cegiełkę do fabuły tworząc intrygi, zdradzając rody czy wypowiadając wojny, które za wszelką cenę chcą wygrać. Nic nie wydaje się proste, ba, wszystko jest bardzo skomplikowane i by poznać istotę wszelkich problemów, należy uważnie czytać dialogi. Bez tego gra staje się po prostu zwykłym dwuwymiarowym beat ‘em upem.Interesującym aspektem fabularnym są spostrzeżenia każdego z bohaterów na temat reszty grywalnych protagonistów. Produkcja w idealny sposób kreuje narrację, co w danym momencie robią inne postaci. Co robiła Mercedes, gdy Oswald ruszył na misję? Jak Velvet została schwytana w pułapkę, o której słyszał Cornelius? Takie szczegóły są wszędobylskie i dopowiadają sensu opowiedzianej historii. Zawsze coś się dzieje, a gra wykorzystuje to, by nie było nam nudno. Charakteryzacja każdego z bohaterów stoi na tak wysokim poziomie, że trudno do czegokolwiek przyczepić się. To samo dotyczy postaci pobocznych czy sprzedawców.Nieważne czy wybierzesz angielski czy japoński dubbing, oba świetnie oddają klimat produkcji, a w dodatku aktorzy podkładający głosy są tymi samymi, którzy zostali zatrudnieni przy pracy w oryginale sprzed prawie dziesięciu lat wyciskającym ostatnie soki z PlayStation 2. Zaprezentowany bowiem unikalny styl, efekty specjalne i cała oprawa graficzna sprawiała, że tytuł nieraz spowalniał działanie konsoli. A remake nie dość, że wygląda jeszcze lepiej to i jego działanie nie sprawia żadnych kłopotów. Widać wszystkie detale, obraz jest czysty, lecz jeśli chcecie przenieść się w przeszłość, odpalcie tryb klasyczny. Spowoduje on uruchomenie gry, która była dostosowana pod PS2.
Badając obie wersje produkcji, da się zauważyć różnice w mechanice walki. W pierwowzorze zwykły atak bez użycia zdolności specjalnych powodował z czasem zmęczenie bohatera. W remasterze zaś ten wskaźnik maleje tylko, gdy używa się konkretnych skillów. Pozwoliło to na stworzenie bardziej przyjaznego systemu, który pozwala na więcej swobody i agresji. Czy decyzja o zmianie jest przemyślana? Pozwolę, że wy to ocenicie. Mam wrażenie jednak, że był to dobry krok pozwalający na większe wczucie się w postać. Jest w sumie pięć, a każda z nich ma inne zdolności specjalne przypisane do odpowiednich przycisków na padzie.Gwendolyn lubi szarżować przez powietrze i wbijać przeciwników w ziemię, podczas gdy Cornelius zwija się w kłębek i wyskakuje w górę, by kręcąc się w kółko ranić wroga. To tylko przykłady, zdolności jest o wiele, wiele więcej. Rozszerzone możliwości bohaterów pozwalają teraz na przyspieszenie tempa walki, a one same toczą się na znacznie większych arenach niż to miało miejsce w edycji na PlayStation 2. Pojawiły się również drzewka rozwoju zdolności i talentów. Możemy samemu decydować, które z nich chcemy rozwinąć.A nie były one dostępne w oryginalnej grze. Zamiast tego automatycznie były przypisywane w danym momencie. Teraz istnieją setki możliwości rozwoju postaci pozwalające na stworzenie unikalnego stylu rozgrywki. Każdy skorzysta z czegoś innego. Tylko niektóre ze zdolności wykorzystują procent ze wskaźnika POW, który widnieje w lewym, górnym rogu. Oprócz tego, można również ulepszać podstawowe statystyki jak odzyskiwanie życia czy wysokość zniżki w sklepach. Niekiedy można znaleźć poukrywane na mapie przedmioty odpowiadające za to, ale też możliwość ulepszania jest dostępna po zdobyciu kolejnych poziomów.To wszystko jest nowością w remasterze Odin Sphere, której ze świecą szukać w pierwowzorze. Z dostępnych zdolności można stworzyć dowolny build postaci odpowiadający własnym preferencjom i dzięki temu (oraz możliwości levelowania postaci) jest to w pełni produkt cRPG. Z własnego doświadczenia napiszę, że gdy pierwszy raz zobaczyłem okno z talentami, nie wiedziałem od czego zacząć. Co jest bardziej przydatne, co sprawi, że Gwendolyn będzie silniejsza, a dzięki czemu Cornelius szybciej poradzi sobie z bossem. Zaprawdę powiadam wam, niepozorna gra, ale z pazurem.Inwentarz i jedzenie również przeszły małą metamorfozę. Teraz wszystkie przedmioty posegregowane są według kategorii. Tak zwane fozony można przeznaczyć na hodowlę jadalnych przedmiotów, a one same bardzo przydają się w trakcie rozgrywki. Nie tylko regenerują zdrowie, lecz dodają nieco punktów doświadczenia, które z czasem zamieniają się na nowe poziomy. Ekwipunek został podzielony na kategorie z jedzeniem, miksturami, składnikami alchemicznymi i tak dalej. Pomyślna walka z przeciwnikami pozwala na rozszerzanie limitu niesionych przedmiotów. Można go również powiększać kupując specjalne pudełka w sklepach. Inwentarz jest wyświetlany w formie kołowej, tak jak to miało miejsce w oryginale.Małe zmiany dotknęły również HUD oraz panel z alchemią. Teraz jest możliwość szybszego wytwarzania przedmiotów. Mamy również wpływ na silę ich działania. Z początku to wszystko może wydać się przytłaczające, ale po chwili widać co i gdzie robi się. Nie trzeba zajmować się wszystkim jednocześnie, bowiem gra w pewnych momentach sama sugeruje, co należy wykonać i jak. Miłą rzeczą jest też fakt, że po oczyszczeniu jakiejś lokacji, od razu widoczna jest ocena. A za zdobycie najwyższej z nich we wszystkich potyczkach jest przyznawane osiągnięcie.
Sceny, na których przychodzi nam walczyć są dość sporych rozmiarów i zostało dodanych kilka nowych map. W gruncie rzeczy każda łączy się z poprzednią, a poprzednia z następną i tak dalej. Można przemieszczać się w prawo, lewo, w dół lub nawet w górę i czasami przypomina to bardzo mocno grę platformową, w której trzeba przeskoczyć lub ominąć jakąś przeszkodę. Niestety, po większości z map kierujemy tymi samymi postaciami. Koncept produkcji jest fenomenalny, lecz pojawią się powtórki. Nie znaczy to, że są one złe. Są wykonane z wielką starannością i widać trud oddany w projektowanie ich. Nie doświadczyłem monotonii w eksploracji świata, mimo wszystko poziomy są bardzo ładne i widać, że żyją.Przyjdzie nam zwiedzić pustynie, oazy, zaśnieżone szczyty, mroźne jaskinie, pola walki czy gęste, magiczne lasy. Wszystkie te tereny widać na szczegółowej mapce, która oddaje jej rzeczywistą wielkość. Muzyka i oprawa audio również stoją na wysokim poziomie. Zmienia się ona wraz z poczynaniami bohatera, gdy wrogowie osiągają przewagę w bitwie oraz przy wkraczaniu w nowe środowiska naturalne. Intro jest świetne, a wszystkie dźwięki, chociażby trzask metalu czy eksplozje, współgrają i tworzą harmonię z otaczającym światem.Odin Sphere Leifthrasir nie jest specjalnie długą produkcją, choć jej ukończenie będzie wymagało od gracza od trzydziestu do trzydziestu pięciu godzin w zależności od stylu gry. Kampania każdej z postaci trwa mniej więcej 6-7h i zawierają kilka różnych zakończeń, które zależą od sposobu walki w bitwach finałowych. Dodatkowe sceny mogą być odblokowane, gdy zostaną spełnione odpowiednie warunki. Jeżeli chodzi o poziom trudności, tytuł oferuje trzy: łatwy, normalny oraz trudny, które warunkują poziom życia i zadawane obrażenia. Im wyższy poziom, tym przeciwnicy będą silniejsi i bardziej odporni na ataki bohaterów.Dla szukających naprawdę solidnych wrażeń, istnieje tryb Xtra New Game, który odblokowuje się po wcześniejszym ukończeniu gry. Tryb blokuje HP do niskiej wartości i nie ma sposobu, by go podnieść. By odnaleźć się w tego rodzaju rozgrywce, należy bacznie śledzić ruchy wrogów i wyczuć odpowiedni moment na zadanie ciosu, bowiem jedno cięcie z miecza wystarczy, by pojawił się napis game over. Na całe szczęście, ten tyb pozwala na przeniesienie zdobytego doświadczenia, nauczonych umiejętności i przedmiotów z poprzedniego playthrough. Będą one dostępne już po rozpoczęciu nowej przygody.Ciekawostką jest możliwość przenoszenia zapisanego stanu gry w obrębie platformy PlayStation, a dokładniej między PS4, PS3 oraz PSV. Gdyby ktoś rozpoczął na Vicie, może kontynuować rozgrywkę na PlayStation 4 lub odwrotnie. Najmocniejsza i najlepsza jednak wersja Odin Sphere bez wątpienia odbywa się na najnowszej konsoli od Sony. Produkcja działa w rozdzielczości 1920×1080 przy 60 klatkach na sekundę. Na moim PROsiaczku nie spotkałem się ze spadkami wydajności, ba, gra chodziła jak spełnione marzenie dziecka o nowej kolejce. Być może na slimce czy PSV dochodzi do spadków, lecz nie sądzę, by były one tak częste, by stanowiły jakiś problem. Każda wersja została zoptymalizowana jak najlepiej. Oryginał Odin Sphere niestety musi się schować ze wstydu, bowiem na tym tle wypada bardzo słabo.Leifthrasir jest bardzo dobrym remasterem, który nie tylko poprawił oprawę audiowizualną, ale też wprowadził szereg licznych usprawnień mających za zadanie polepszyć wrażenia. Posiada nawet wsparcie PlayStation TV. Zatem jeśli, drodzy czytelnicy, nie mieliście nigdy do czynienia z tym tytułem, szczerze polecam, bo widać w nim błysk japońskich projektantów. Zarówno pierwowzór jak i remaster zasługują na uznanie, jednak wersja wydana w 2016 roku jest znacznie lepiej przystosowana do obecnych standardów. Dlaczego mamy katować się na PS2 i zdobyć prawie niemożliwą do zdobycia grę skoro Leifthrasir jest na wyciągnięcie ręki. Co prawda kosztuje około 220-250 złotych (zdarzają się przeceny, warto obserwować), ale sądzę, że warto. Można też poszukać ciekawych propozycji na Amazonie. Ja bawiłem się świetnie i liczę, że wy również zasięgnięcie po ten tytuł, a potem dacie znać co o nim myślicie i który z bohaterów najbardziej przypadł wam do gustu.2 -
Brakujące gierki:
Kotodama The 7 Mysteries of Fujisawa (PS4, Switch, PC)
Our World Is Ended (PSV, PS4, Switch, PC)
//andreo.spc: Dodane:
0 -
Słyszeliście kiedykolwiek o kimś takim jak Adol Christin? Jeżeli nie, jest to bohater wielu części serii Ys zapoczątkowanej w 1987 roku. Jest poszukiwaczem przygód, który cały czas znajduje dla siebie nowe wyzwania. W ostatnim wydanym przez Nihon Falcom rozdziale cyklu, Adol wskakuje na statek i zostaje marynarzem. Jednak jak wiadomo, zawsze coś nie idzie po myśli głównego bohatera.
Ys VIII: Lacrimosa of Dana opowiada bardzo ciekawą historię w konwencji gry akcji RPG. Sam termin lacrimosa został zapożyczony z języka łacińskiego i oznacza płacz. Czy to oznacza, że graczom przyjdzie z jakiegoś powodu uronić łezkę? Będzie im smutno? A może jest odwrotnie i rozpłaczą się ze śmiechu? Powiem wam tak, drodzy czytelnicy: ósma odsłona serii Ys na swój sposób jest wręcz genialną produkcją, która zasługuje na o wiele większy rozgłos. I z tego powodu mi osobiście jest niewesoło, bowiem takie perełki powinny być wam znane. Oczywiście nie ma żadnego przymusu, lecz jeśli interesujecie się japońskimi tytułami, Ys VIII jest pozycją dla was obowiązkową.(Zaloguj się żeby zobaczyć filmy)Gra rozpoczyna się w momencie, gdy Adol Christin jest już marynarzem na pokładzie wycieczkowego statku, Lombardii. Wszystko wydaje się być pod kontrolą, lecz w pewnym momencie pasażerowie są świadkami sztormu, z którego wyłania się morski potwór. Statek zostaje zniszczony, a główny bohater budzi się jakiś czas później na przeklętej, znanej ze strasznych opowieści, wyspie Seiren. Adol początkowo jest sam, lecz z czasem dołączają do niego inni rozbitkowie walczący u jego boku, a pozostali są odpowiedzialni za zagospodarowanie miejsca do życia.Z czasem wyspa odkrywa swoje sekrety, bohaterowie dowiadują się, że jest zamieszkiwana przez gady podobne do dinozaurów, a także poznają tajemniczą historię Dany, tytułowej, młodej dziewczyny posiadającej swoją własną linię fabularną. Fakt, że Ys VIII opowiada dwie różne, przenikające przez siebie opowieści, które są zwieńczone chwytającym za serce finałem, stanowi główną zaletę produkcji. Fabuła odgrywa bardzo dużą rolę i sądzę, że zaskoczyłaby każdego. Czytanie dialogów i zapoznawanie się z rozbitkami, ich losami i troskami jest czymś co warto robić. Produkt Nihon Falcom w pełni na to zasługuje.Oprócz fabuły drugim elementem, na który położono nacisk to walka wyróżniająca całą serię Ys. Szybka, energiczna, zręcznościowa i nie odbiegająca od wieloletnich standardów. Z pozoru prosty system walki z jednym przyciskiem odpowiadającym za wyprowadzanie ataków z biegiem czasu staje się nieodłącznym elementem, bez którego niemożliwe byłoby zwiedzanie wyspy. Podczas starcia można używać bloku, odskakiwać lub używać specjalnych zdolności. Każda postać posiada inny ich zestaw W drużynie mogą znajdować się maksymalnie trzy osoby, w tym Adol Christin.Pozostałą dwójką kieruje sztuczna inteligencja, która notabene całkiem nieźle sobie radzi. Kilka razy uratowała mi skórę, podczas gdy mnie powalił na ziemię jeden z potworów. Blokowanie i unikanie jest nieodzowną częścią walki, do tego dochodzą słabe strony przeciwników. Używając właściwego ataku można złamać wroga i z wielką łatwością go dobić. Warto wspomnieć również o spowolnieniu czasu aktywowanym wykonaniem uniku bądź bloku w odpowiednim momencie. Jest to szczególnie przydatne na wyższych poziomach trudności, gdy potwory mają strasznie wysokie wskaźniki życia. Osobiście grałem na stopniu inferno, wcześniej na trudnym, i walka faktycznie staje się bardziej emocjonująca.Nowością, która zawitała do serii jest poruszająca się za bohaterem kamera pozwalająca na lepsze wczucie się w rozgrywkę. Lubi trzymać się pewnej odległości od protagonisty i dopasowuje się podczas cut-scenek rozgrywanych w grze. Zawitało również namierzanie celów, czasami jest pomocne, lecz w większości przypadków w ogóle go nie używałem. Nie miałem takiej potrzeby, bowiem walka z dużą ilością przeciwników skupia się głównie na refleksie, a jak kamera zablokuje ekran na najmniej wartym uwagi potworze, cały misterny plan może runąć. Trzeba resetować ustawienia i zajmować się rzeczą, która powinna działać jak należy.Mimo wszystko, nie jest to jakaś duża wada. Jak wspomniałem, nie jest to wymagane choć stanowi ciekawą opcję, gdy toczymy walkę z małą grupką lub pojedynczym wrogiem. Kolejną z nowości w serii są intercepcje i supresje, bitwy przypominające tower defense, w których drużyna składająca się z trzech bohaterów pokonuje fale potworów. W tych pierwszych bronimy bazy, a w drugich atakujemy naturalne środowiska przeciwników. Tego rodzaju zadania poboczne są świetne, lecz mają ograniczony czas na ich wykonanie. Całe szczęście, że można je powtarzać i poprawiać wyniki, by zdobyć lepsze nagrody.
Wersje na PlayStation 4 i komputery stacjonarne są ulepszonymi portami gry z przenośnej Vity stanowiącej pierwowzór. Edycja na PC pojawiła się w kwietniu tego roku. Co odróżnia je to na pewno framerate utrzymujący się na poziomie 60 klatek na sekundę. Na PS4 Pro, na którym ogrywałem Ys VIII, nie było żadnych problemów z płynnością. Również nie uświadczyłem żadnych błędów graficznych. Jak sytuacja wygląda na komputerach, trudno mi powiedzieć. Miejmy nadzieję, że posiadacze pecetów nie mają na co narzekać. Oprawa wizualna jest bardzo ładna i charakterystyczna dla serii.Cała wyspa Seiren jest podzielona na kilkanaście różnych sekcji, które można bez problemu zwiedzać. Nie jest to może typowy sandbox, bliżej mu do metroidvanii, gdyż między lokacjami występują loadingi, ale są one na tyle krótkie, że nie wybijają gracza z rytmu. Świat gry jest otwarty, ale by móc mieć dostęp do każdego jego zakamarku, należy wykonywać zadania fabularne. Sekcje mapy są bardzo zróżnicowane pod względem roślinności jak i zamieszkiwanych potworów, które prędzej czy później będzie trzeba pokonać. Osobiście najbardziej podobały mi się plaże, jaskinie w łańcuchu górskim oraz gęsto zarośnięte dżungle, gdzie czyhają niebezpieczne dinozaury.Kwestią zasługująca na największe moim zdaniem uznanie jest muzyka. Soundtrack jest genialny i idealnie pasuje do produkcji, w której gracz trafia na przeklętą wyspę skrywającą mroczne sekrety. Tradycja nie została zapomniana i w ósmej odsłonie cyklu Ys mamy do czynienia z połączeniem rocka i orkiestry symfonicznej. Jednak to, co wywiera największe wrażenie to muzyka zarówno z intra jak i napisów końcowych.Szczerze mówiąc nie wiem kim był komponujący geniusz, ale słuchając jej po raz pierwszy już wtedy wiedziałem, że Lacrimosa of Dana to tytuł, który muszę ograć. Po prostu muszę. Idealnie obrazuje sytuację na wyspie, nastroje rozbitków i tajemnicę niebieskowłosego dziewczęcia. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ścieżka audio w produkcjach jRPG prawie zawsze jest świetna, a Ys VIII nie daje powodu, by myśleć inaczej. Do dzisiaj jestem pod wrażeniem i nigdy nie zapomnę tej melodii, która po prostu nie chce opuścić moich uszu. Bez muzyki lub z inną, ten tytuł straciłby naprawdę dużo w moich oczach. A wiedzcie, że nie jestem żadnym znawcą.Cały system eksploracji wyspy jest oparty w dużej mierze na cofaniu się do już poznanych lokacji i wykonywaniu masy zadań pobocznych. Może wydawać się, że przez to gra staje się monotonna, lecz jest dokładnie odwrotnie. Dzięki temu wczuwamy się jeszcze bardziej w świat, który jest wykonany bardzo starannie. Szybka podróż umożliwiająca nam automatyczne przejście z lokacji do lokacji zdaje swój egzamin, ale by odkryć je wszystkie należy policzyć kilkadziesiąt godzin.
Natomiast zbieranie przedmiotów to świetna zabawa. Stanowią one pewnego rodzaju walutę. Można wymieniać się nimi, tworzyć ekwipunek czy eliksiry, ulepszać broń czy nawet wręczać je jako prezenty rozbitkom. Przyjemny jest fakt, że większość itemów występuje w konkretnych dla nich miejscach lub wypadają z danego rodzaju przeciwnika. Dodatkowo umożliwiono łowienie ryb, a z nimi związanych jest kilka trofeów do zdobycia. Ys VIII jest bardzo udanym survivalem, który zawiera szereg atrakcji czekających na gracza.Mechanika jest prosta, ale właśnie to sprawia, że chce się brnąć dalej, poznawać losy Adola i Dany czy po prostu zwiedzać wyspę. Produkcja jest na kilkadziesiąt godzin, a średnia jej przejścia wraz z wykonywaniem wszystkiego co się da wynosi około 70. Do tego dochodzi platynowe trofeum na PS4, które wymaga przejścia tytułu na poziomie trudności koszmar. Oczywiście można od razu zaryzykować, ale ja obrałem ścieżkę nowej gry+ i nadal świetnie bawiłem się.Historia opowiedziana w Ys VIII stoi na stabilnym poziomie, ale drastycznie rośnie w górę, gdy Adol wraz z przyjaciółmi poznaje Danę. Nie będę zdradzać żadnych szczegółów fabularnych, lecz możecie liczyć na to, że będziecie mogli sterować poczynaniami niebieskowłosej dziewczyny, która z bliżej nieznanych powodów jest rodowitą mieszkanką wyspy. W jaki sposób i dlaczego, tego już dowiecie się wsiąkając w produkcję.Podczas gry pojawią się również wybory podczas prowadzenia dialogów, nie wpłyną one na losy postaci, ale nadają nieco charakteru Adolowi. Bardzo fajne jest ponadto poznawanie losów rozbitków, o czym wspomniałem już wcześniej. Każdy z nich opowie swoją historię i będzie miał dla bohatera kilka zadań pobocznych do wykonania. Po wykonaniu każdego, dowiadujemy się czegoś więcej z ich życia. W ten sposób uzupełniany jest dziennik, w którym poza tym są przechowywane wpisy o napotkanych potworach oraz statystyki dotyczące rozgrywki.Jedynym poważniejszym problemem jest lokalizacja produkcji w języku angielskim. Na szczęście wersja na PlayStation 4 doczekała się stosownego patcha eliminującego wszelkie nieścisłości. Nie wiem ile ich naliczyłem, lecz największą jest wpadka z ilością niektórych przedmiotów w dzienniku. Część z nich nie zgadzały się ze stanem faktycznym lub były pozamieniane z innymi, przez co wbicie platyny przeciągało się w nieskończoność.W końcu musiałem skorzystać z dobrodziejstw internetu, by dowiedzieć się, że jest to prostu błąd w tłumaczeniu. A platyny do tej pory nie wbiłem, mimo że brakują mi tylko dwa osiągnięcia, w tym ukończenie gry na poziomie trudności koszmar. Mimo wszystko jest to bardzo, ale to bardzo dobry tytuł. Ma swoje wady, lecz nadrabia systemem walki, nienaganną i wzruszającą poniekąd fabułą. Oferuje tony zabawy podczas zwiedzania wyspy, a uwierzcie mi, nie jest wcale taka mała.Ys VIII: Lacrimosa of Dana autorstwa Nihon Falcom jest ambitną próbą pokazania graczom, że z pozoru prosta historia rozbitków może okazać się zupełnie czymś innym. Jest idealną propozycją dla fanów serii, ale też osób, które dopiero raczkują w jRPG lub w ogóle ich nie znają, bowiem nie łączy się z poprzednimi częściami prócz wizerunku Adola Christina, będącego w cyklu od samego początku. Oprawa audiowizualna stoi na bardzo wysokim poziomie i zachowana została tradycja Ys.Z całego serca polecam ósmą odsłonę każdemu kto lubi dobrą mechanikę walki, bowiem serwis Game Informer uznał ją za najlepszą w minionym roku. Polygon nie był już tak łaskawy, jednak umieścił tytuł w pięćdziesięciu najlepszych grach 2017 na trzydziestym pierwszym miejscu. Niestety, Lacrimosa of Dana jest trudno dostępna w Polsce na konsole PlayStation 4 i Vita oraz nie posiada polskiej lokalizacji. Wersja na komputery stacjonarne jest do kupienia na platformie Steam i jest obecnie przeceniona w Letniej Wyprzedaży. Zaś jeśli chodzi o wersje na PS4 czy PSV, polecam zaglądać do sklepu Ultimy. Tytuł jest dostępny na zamówienie i czasami są na niego zniżki.2 -
Mówią, że Minecraft jest jedyny w swoim rodzaju i to od niego wszystko się zaczęło. Budowanie z kwadratowych klocków własnego miasta, wioski, czy królestwa sprawiało ludziom wielką frajdę, a Square Enix postanowiło podchwycić pomysł i stworzyć coś podobnego. W ten sposób narodził się bardzo przyjemny spin-off serii Dragon Quest o podtytule Builders. Niestety nie miałem przyjemności pograć w główny cykl gier, mam na swoim koncie jedynie DQ Heroes oraz jego sequel. Builders natomiast… to całkiem inna historia. Historia o potężnym czarnoksiężniku, który postanowił zawładnąć światem w singleplayerowym RPG, gdzie wy gracze, musicie wybudować drogę (i miasta) ku wyzwoleniu.
Czy to się wam podoba czy nie, nie jesteście w tej produkcji potężnym herosami, o czym gra będzie skutecznie kilkadziesiąt razy przypominać. Już sam początek przygody wskazuje, że coś tu nie gra. Dragonlord przywłaszczył sobie całą krainę spuszczając na nią ciemność i wypuścił hordy potworów, które pilnie strzegą, by nie znalazł się śmiałek mogący odbudować świat. Po stworzeniu postaci i krótkim fabularnym wstępie rozpoczęła się faktyczna gra. Co ciekawe, można nazwać swojego protagonistę. Polecam imię Bob. Ładnie kojarzy się z budowniczym.Pierwsze zadanie! Odbudować zniszczone miasto w zielonej krainie, która stanowi pierwszą z czterech wysp. Owe wyspy tworzą linię fabularną. Im dalej, tym trudniej. Interesujące jest to, że ludzie zamieszkujący krainy zapomnieli jak stawia się różnorakie budowle. I tutaj na pierwszy plan wychodzi nasz Bob budowniczy, którego talentem jest… budownictwo. Dzięki temu Bob jest uważany za bóstwo, idealny model do naśladowania i kogoś kto zawsze ma rację.
Budowa w DQ: Builders oczywiście stanowi trzon rozgrywki, lecz nie jest ona tak zupełnie płaska jakby można było to sobie wyobrazić. W tle mamy do czynienia z prostą fabułą, o której już wyżej napisałem i ona nakreśla co w danym momencie należy robić. Należy, bowiem gra jest tak elastyczna, że wykonywanie zadań fabularnych można odłożyć dosłownie na sam koniec i wcześniej zająć się budowaniem wymarzonego miasta. Oczywiście można podjąć się również misji pobocznych, w których ratujemy przyszłych osadników, rozwiązujemy proste łamigłówki lub po prostu szukamy skarbów.Te zadania warto wykonywać, gdyż w przeciwnym razie z początku nasze piękne miasto będzie zupełnie puste. Przy budowaniu należy też zwrócić uwagę, że od czasu do czasu osadę zaatakują okoliczne potwory. Wtedy trzeba chwycić za szabelkę i odegnać je do tamtego świata. Wszystko to ma sens. W końcu przygotować się trzeba na końcowe starcie ze złym Dragonlordem, który rzucił na ludzi urok powodujący zanik możliwości budowania.Sam w grze spędziłem kilkadziesiąt godzin. Produkcja potrafi wciągnąć, a czas leci znacznie szybciej przy dobrej zabawie stawiania bloczków i projektowaniu pomieszczeń. Builders przypomina Minecrafta, ale nie do końca nim jest. Praktycznie wszystko można zniszczyć i przerobić na surowce. Jedynym wyjątkiem jest blok podstawy mapy znajdujący się głęboko pod wodą lub w środku gór. Przygodę z budowaniem zacząłem bez niczego. Square Enix zaopatrzyło mnie jedynie w prosty młotek, od którego rozpoczęła się bardzo długa i przyjemna przygoda.Nic nie przyszło jednak łatwo. Czasami musiałem udać się na sam koniec mapy po ważny surowiec, a niekiedy pośród nocy rąbać drewno narażając się na ataki duchów. Cykl dnia i nocy może wydawać się bez sensu, jednak w połączeniu z odczuwalnym głodem naszego protagonisty, nadaje świetny element survivalowy. Gra nie zaleca, by udawać się poza granice miasta pośród nocy. Czyhają bowiem wtedy na gracza bardzo upierdliwe duchy mogące na początku napsuć sporo krwi. Do tego wszystkiego dochodzi owy głód. Bob musi jeść, by nie paść z wycieńczenia. Przed wyprawą zalecam zebrać kilka jadalnych przedmiotów.Zwiedzając świat można natknąć się na przeróżne surowce i minerały, które prędzej czy później będą potrzebne, by wykuć nową broń, postawić mur czy stworzyć meble. Drewno, grzyby, trawa, liście, kamienie i patyki stanowią trzon budownictwa. Bez nich nie da rady niczego osiągnąć. Do tego dochodzą minerały jak węgiel, miedź, srebro i złoto, dzięki którym wyczarowanie rynsztunku potrzebnego do walki z potworami i lepszych narzędzi do pracy staje się łatwiejsze. Wszystko ogranicza się bowiem do zwiedzania zakamarków mapy i zbierania surowców, lecz nie spłaszcza to rozgrywki.
Mając za zadanie znalezienie materiałów do bomby zwiedzimy pustynię i staniemy oko w oko z nowymi przeciwnikami, a co za tym idzie trzeba zastanowić się nad ulepszeniem broni. Masz problem z wydobyciem złota? Trzeba zaopatrzyć się w lepszy sprzęt. I tak dalej. Świetnym rozwiązaniem jest fakt, że jeśli nie chcesz walczyć z potężnym skorpionem, możesz wykopać pod nim tunel i bez zadraśnięcia ominąć go. Boisz się, że spadniesz z wysokiej góry. Zbuduj schody i spokojnie zejdź. Pamiętaj tylko o jedzeniu.Nic jednak nie powstaje od razu. Tworzysz od skrawków materiału z trawy po wysublimowane dywany, od patyków po miecze, od lepianek po domy z cegły, od ognisk po drogie żyrandole. Na to wszystko trzeba mieć odpowiednie surowce, a by je mieć należy ruszyć w świat. Dialogi w DQ: Builders praktycznie nie istnieją, ale jeśli już zdarzy się jakaś rozmowa z osobą, która na przykład potrzebuje pomocy w zbudowaniu szpitala, da ona wyczerpującą w treść odpowiedź. Produkcja niestety nie posiada lokalizacji polskiej, lecz nie taki wilk zły jak go malują. Wszystko jest proste i nawet osoby, które dopiero zaczęły przygodę z językiem angielskim dadzą sobie świetne radę.System walki w DQ: Builders jest prosty jak budowa cepa. I to dosłownie. Nie ma żadnej turowej mechaniki, po prostu trzeba zbliżyć się do przeciwnika lub grupy potworów i użyć odpowiedniego przycisku na padzie odpowiadającego za atak. Do tego dochodzi szybki bieg do wykonywania uników i to w zasadzie tyle. Z pokonanych wrogów czasami wypadają surowce, które potem możemy użyć. Nie zdobywa się żadnego doświadczenia za walkę, a same potwory dzielą się na dwie grupy – pasywne mające w poważaniu obecność gracza obok nich oraz agresywne, atakujące od razu. Ciekawostką jednak jest powiększanie paska życia przez znajdowanie specjalnych przedmiotów. Otrzymamy je również po wykonaniu pewnych zadań.Walka jest praktycznie zbędna, jeśli by pominąć obronę miasta i potyczki z bossami, których pokonanie premiowane jest awansem na kolejną wyspę. Jak już wspomniałem, czasami zdarzy się, że grupa przeciwników zaatakuje osadę. Trzeba je wtedy szybko wyeliminować, by nie zniszczyły naszego dorobku. Można też wybudować wysoki mur, ale należy pamiętać, że każdy z nich ma inną wytrzymałość lub wykopać fosę. Uwaga! Z autopsji ważna rada – kopiąc fosę zamień gliniane bloki wewnątrz na bardziej wytrzymałe. Kilka razy miałem sytuację, w której kościotrupy utorowały sobie drogę pod miastem i znalezienie ich zajęło sporo czasu. W gratisie otrzymałem system podziemnych, zalanych tuneli, totalnie mi niepotrzebnych.Tutaj pojawia się kolejna ciekawa rzecz. Ta wytrzymałość materiałów. Początkowo drewniane struktury będą w porządku, lecz z biegiem czasu zaczną atakować bazę coraz to silniejsze stwory, a co za tym idzie, należy wymienić budulec. Dodatkowo każdy stworzony element wystroju czy nawet łóżka, piece hutnicze i okna, można przemieszczać w dowolnym momencie. Dodaje to nieco świeżości. Cała mechanika budowy jest bardzo przyjemna i intuicyjna. Gra do pewnego momentu prowadzi za rączkę, ale później już trzeba samemu pomyśleć co i jak.Pierwsza z czterech wysp jest jakoby wprowadzeniem, pozostałe trzy już są znacznie trudniejsze i wymagają kombinowania. Oferują również inne zasoby, bronie i sprzęt. Niestety nie mam porównania z Minecraftem, w którego nie miałem okazji pograć. Przyjemną natomiast rzeczą jest przyłączanie się mieszkańców do obrony miasta w razie ataku. Oczywiście znajdą się i tchórze, którzy schowają się w swoich domkach, lecz w żaden sposób nie jest to przez gracza odczuwalne. Ważne, że komuś w ogóle zależy, prawda?Wracając do tych wysp. Każda z nich przybliża nas do ostatecznego starcia z Dragonlordem. Są w sumie cztery. Pierwsza jest porośnięta lasem, druga jest w gruncie rzeczy pustynią, trzecią stanowi mroźna tundra, a czwarta i zarazem ostatnia to spalona przez antagonistę ziemia pozbawiona wszelkiej roślinności. Do tego dochodzą inne tereny w obrębie danej wyspy, do których dostajemy się przez portale otrzymywane za wykonanie zadań fabularnych. Prawdę mówiąc poziom trudności rośnie na każdej z wysp, lecz gra nie daje żadnej srogiej kary za ewentualną śmierć bohatera. Odradza się on bowiem w mieście.Jedynym mankamentem jest utrata części materiałów zebranych do momentu śmierci, ale można po nie wrócić. Każdy rozdział opowieści kończy się bitwą z bossem, protektorem danej wyspy. Nie będę zdradzać szczegółów, gdyż to elementy fabuły i nie chcę psuć frajdy z ewentualnej rozgrywki. W każdym razie te końcowe bitwy są wymagające i jeden błąd może doprowadzić do całkowitego zniszczenia osady, nad którą spędziliśmy kilkadziesiąt godzin.
Dragon Quest Builders może nie wygląda nadzwyczaj świetnie, ale oferuje kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset, godzin zabawy. Cały wątek fabularny może zamknąć się w kilku godzinach, lecz w gruncie rzeczy to gracz decyduje, co chce w danej chwili robić. Ale zapytacie – dlaczego tylko kilka godzin?! Bowiem takie wymagania stawia nam gra do uzyskania odpowiednich trofeów na PlayStation Network. By zdobyć osiągnięcia trzeba zaliczyć etapy gry w konkretnej ilości dni. Może być to troszkę frustrujące na początku, ale umówmy się. Za pierwszym podejściem gramy na spokojnie, dopiero za drugim celujemy w zdobycie platyny, która notabene nie jest łatwa do zdobycia.Do tego wszystkiego dochodzi tajemnicze miejsce zwane Terrą Incognitą. Jest to miejsce pozwalające na totalny sandbox bez żadnych ograniczeń. Staje się ono dostępne po ukończeniu pierwszej wyspy, a każdy kolejny zaliczony rozdział fabularny odblokowuje nowe tereny w Incognicie. Zatem jeśli macie nadmiar wolnego czasu, lubicie Minecrafta i chcielibyście spróbować go w japońskim wydaniu, sięgnijcie po Dragon Quest Builders.Mogę stwierdzić, że pod względem dowolności działania jest to świetny tytuł, w którego mogą zagrać zarówno dorośli jak i dzieci. Budowanie miasta i szukanie surowców to świetna zabawa dla każdego fana Minecrafta. Może nie ma tu jakiejś wymyślnej fabuły, świetnej oprawy graficznej czy muzyki na miarę Chopina, ale potrafi wciągnąć jak bagno.Wciel się w Boba budowniczego, zaprojektuj miasto marzeń, zabijaj potwory, udawaj się w niebezpieczne podróże i połóż kres panowania złego Dragonlorda, który odebrał ludziom kawałek mózgu odpowiedzialnego za budowanie. Nieważne, że nie ma trybu multiplayer. Nieważne również, że to nie jest skomplikowana produkcja RPG z milionem statystyk. Liczy się tylko jedno: twoja wyobraźnia i to co z nią zrobisz, gdy wsiąkniesz w świat Dragon Quest Builders. Tylko ona ciebie ogranicza.Chcesz podziemne miasto, gdzie nie docierają promienie słońca? A może zamek na górze, którą sam wzniesiesz? Czy wolisz enklawę oddzieloną murem wysokim na kilometr z fosą? To wszystko jest możliwe, zatem nie czekaj! Jeżeli zaś jesteś szczęśliwcem mającym już za sobą przyjemność zagrania w DQ: Builders na PS3, PS4, PSV, czy Switchu, daj znać co najbardziej przypadło tobie do gustu. Czy rzeczywiście japoński młodszy brat pobił starszego, którym jest Minecraft? Według mnie tak, a zbliżający się wielkimi krokami sequel Buildersów wskazuje, że będzie więcej i jeszcze lepiej.3 -
.
3 -
A propos wiadomości, nie działa w nich autouzupelnianie/poprawa tekstu na smartfonie. Samsung S8, Android 8.0, Chrome. Na forum śmiga normalnie. Dziwna sprawa.
0 -
Sam wymieniałem się tutaj z @Lani i nie było żadnych problemów.
0 -
0
-
Z tego co wiem to BF 5 ma globalne problemy z dołączaniem do gier na całym świecie.
Innymi słowy, serwery zaliczyły zgona i trzeba czekać aż naprawią.
0 -
@kryjab20 Tak, byłby, dla fanów soulslike. Jakoś nie widzi mi się gra z tą mechaniką w uniwersum SW... Zupełnie nie mój target, ale nie twierdzę, że te gry są złe.
0 -
Ale nie będzie komentarzy z konkurencyjnego serwisu. Wdrożenie tego byłoby nielegalne i wielokrotnie ja oraz inni o tym pisali.
2 -
@blazko1892 Williams nie ma części, w jaki sposób i czym mają naprawić ten bolid?
Zostawiam na pamiątkę:
(Zaloguj się żeby zobaczyć filmy)
1 -
Cieszę się, że mentalność na WG jest zgoła inna niż na PPE, Golu czy innym rakowisku, gdzie gry, które oceniane są na poziomie 7/10 lub mniej nie są uważane za gówna. Macie browara ode mnie.
0 -
Paczka odpakowana. Będzie grane dzisiaj (:
0 -
To nie próba trollingu, ale może po prostu ManU jest słabe i już?
0