Pan Lasu – gra książkowa, która nie odsłania wszystkiego od razu
Las w horrorze rzadko bywa tylko lasem. Zwykle coś w nim czeka, obserwuje albo powoli pozwala nam zrozumieć, że weszliśmy za daleko. W „Panie Lasu” Łukasza Orbitowskiego, wydanym przez Muduko, ta przestrzeń działa właśnie w ten sposób. Nie jest wyłącznie tłem dla wydarzeń, ale miejscem, które stopniowo odsłania o co tak naprawdę chodzi w tej historii.
Opisywaną dzisiaj przeze mnie pozycją jest gra książkowa, czyli opowieść podzielona na paragrafy, w której czytelnik sam decyduje, dokąd pójść, komu zaufać i jak spróbować utrzymać bohatera przy życiu. Brzmi prosto, ale w praktyce właśnie ta forma sprawia, że ta historia działa lepiej, niż mogłaby działać jako klasyczna powieść.
„Pan Lasu” nie polega tylko na przeczytaniu jednej wersji wydarzeń. Ta pozycja najlepiej odsłania swoją opowieść wtedy, gdy wracamy do niej po raz kolejny.

Historia, która składa się z powrotów
Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak mocno książka zachęca do ponownego przechodzenia. Nie skończyłam jej raz i nie odłożyłam na półkę. Wracałam do kolejnych ścieżek, sprawdzałam inne wybory, próbowałam zrozumieć, gdzie wcześniej skręciłam za wcześnie albo komu zaufałam zbyt pochopnie.
Z czasem fabuła zaczyna się ciekawie łączyć. Pojedyncze sceny, które przy pierwszym podejściu mogły wydawać się niejasne, po kilku próbach nabierają sensu. To trochę jak rozwiązywanie dobrej zagadki w grze logicznej, bo nie wszystko dostajemy od razu, ale każdy powrót może odsłonić kolejny fragment układanki.
I właśnie w tym tkwi największa siła „Pana Lasu”. Nie w jednym zakończeniu, ale w powolnym dochodzeniu do tego, co właściwie dzieje się w tej historii i w próbach uratowania Krystiana przed tymi najgorszymi zakończeniami.
Niepokój zamiast prostego straszenia
Nie jest to horror, który próbuje straszyć na każdym kroku. Dużo ważniejsza jest atmosfera, a wręcz poczucie, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie do końca wiemy co. Małe miasteczko, polski krajobraz, las i napięcie wynikające z kolejnych decyzji budują klimat bardziej duszny niż efektowny.
W moim odczuciu zadziałało to świetnie. Czułam niepokój, szczególnie w momentach, gdy do samego końca ścieżki nie wiedziałam, czy wybrałam dobrze. Czasem dopiero ostatni paragraf pokazywał, czy decyzja miała sens. Kilka razy książka potrafiła mnie pozytywnie zaskoczyć.
Powieść ta, to nie jest groza oparta na ciągłym szoku. Bardziej na poczuciu zagrożenia i świadomości, że jeden wybór może zamknąć przed nami drogę. Dlatego „Pan Lasu” wydaje mi się książką idealną na jesienny, deszczowy wieczór, czyli taką, którą najlepiej czytać, gdy za oknem też robi się ciemniej.

Paragrafówka, która faktycznie ma sens
Forma gry książkowej spełnia tu bardzo ważną funkcję. Mam wrażenie, że jako zwykła powieść ta historia mogłaby okazać się zbyt oczywista. Dopiero wybory, powroty i stopniowe odkrywanie innych ścieżek sprawiają, że fabuła nabiera ciężaru.
Decyzje zazwyczaj są sensowne i dobrze osadzone w kontekście. Tylko raz miałam wrażenie, że wybór przy kolejnym podejściu pasował trochę mniej naturalnie, ale rozumiem, że wynikało to raczej z konstrukcji całej opowieści. Przy takiej formie czasem trzeba połączyć różne ścieżki tak, żeby mechanicznie działały.
Ścieżki są zaskakująco różnorodne. Nawet po kilku podejściach książka nadal potrafiła pokazać coś nowego. Oczywiście z czasem cała podróż staje się bardziej logiczna, a pewne elementy zaczynają się powtarzać, ale nie odebrało mi to przyjemności z dalszego sprawdzania zakończeń.
Co ważne, nie czułam frustracji. To duży plus, bo w grach paragrafowych łatwo o moment, w którym czytelnik zaczyna mieć wrażenie, że został ukarany przypadkiem. Tutaj raczej chciałam wracać i sprawdzać, co by było, gdybym wybrała inaczej.

Tempo kosztem pogłębienia postaci
Fabuła jest spójna, ale nie odsłania się od razu. Przy pierwszych podejściach miejscami czułam niepewność, ale była to raczej niepewność wpisana w konstrukcję, a nie wynik chaosu. Dopiero kolejne ścieżki pozwalają zobaczyć więcej i lepiej zrozumieć, do czego autor prowadził.
Tempo jest bardzo dobre. „Pan Lasu” nie stoi w miejscu, nie rozciąga scen ponad potrzebę i dość szybko kieruje czytelnika do kolejnych decyzji. Ma to jednak swoją cenę, otóż postacie nie są bardzo mocno rozbudowane.
Nie traktuję tego jako dużego minusa. W tej formie ważniejsze jest napięcie, wybór i konsekwencja niż głębokie psychologiczne portrety. Gdyby historia została mocniej rozpisana, mogłaby stracić rytm, szczególnie przy ponownym przechodzeniu pewnych wątków. A tu rytm jest jednym z powodów, dla których tak łatwo wraca się do kolejnych ścieżek.

Wydanie i ilustracje
Od strony wydania książka robi bardzo dobre wrażenie. Okładka, papier i ogólna jakość stoją na wysokim poziomie. Nie zauważyłam też niczego, co przeszkadzałoby technicznie podczas czytania.
Bardzo dobrze rozwiązano samą formę paragrafów. Każdy paragraf odpowiada konkretnej stronie, dzięki czemu dużo łatwiej odnaleźć właściwe miejsce niż w wielu innych książkach tego typu. To proste rozwiązanie, ale naprawdę wygodne.
Warto też wspomnieć o ilustracjach Rafała Wechterowicza. Są klimatyczne, dobrze dopasowane do tonu opowieści i wzmacniają poczucie niepokoju. Nie dominują nad tekstem, ale pomagają wejść w ten świat. To bardzo trafiony wybór przy historii, która potrzebuje mroku, ale niekoniecznie dosłowności.

Czy coś tu nie działa?
Największy „minus” jest dość przewrotny, otóż chciałoby się, żeby książka była dłuższa. Tylko że nie jestem pewna, czy faktycznie dałoby się ją mocniej rozbudować bez szkody dla konstrukcji.
W grze paragrafowej historia rozkłada się inaczej niż w klasycznej powieści. Część treści ukryta jest w ścieżkach, których możemy za pierwszym razem nie zobaczyć. To sprawia, że pojedyncze przejście może wydawać się krótkie, ale całość nabiera objętości dopiero przy powrotach. Dlatego nie nazwałabym tego pełnoprawną wadą. Raczej naturalną konsekwencją formy.

Co zostaje po wejściu do lasu
„Pan Lasu” to jedna z tych książek, które najlepiej działają wtedy, gdy nie traktujemy ich jak jednorazowej lektury. To opowieść do sprawdzania, cofania się, wybierania inaczej i składania sensu z fragmentów.
Nie straszy nachalnie, ale potrafi budować napięcie. Nie komplikuje mechaniki, ale dobrze wykorzystuje paragrafową formę. Nie próbuje być klasyczną powieścią i bardzo dobrze, bo właśnie jako gra książkowa wypada najciekawiej.
To dobra propozycja dla osób, które lubią interaktywne historie, mroczniejsze klimaty i poczucie, że za kolejnym wyborem może czekać coś, czego wcześniej nie dostrzegły.
Las nie odsłania wszystkiego od razu.
I chyba właśnie dlatego chce się do niego wracać.

Egzemplarz otrzymałam bezpłatnie od Muduko.
Zyskaj dostęp do tysięcy gier na konsole
Wymieniaj, kupuj oraz sprzedawaj gry na PS5, PS4, Xbox Series X, Xbox One i wiele innych platform!
Dołącz już terazEntuzjastka Japonii, z którą związana jest zarówno zawodowo i hobbystycznie. W wolnych chwilach rozkręca własny stream, broniąc komputera przed swoją kotką. Pasjonatka języków obcych. Gdy nie siedzi przy komputerze układa zestawy lego albo podróżuje.
Obserwuj TikTok
#PanLasu #ŁukaszOrbitowski #GraKsiążkowa #Recenzja #Książki #Fantasy #Horror #CzytamBoLubię #GryKsiążkowe #PolskaLiteratura #GamingPL #RecenzjaKsiążki #WymienGry #Klimat #MiłośnicyKsiążek